Opinie i historie

Kim jest specjalista ds. zakupów?

Jeśli nie przepadasz za codziennymi zakupami lub nudzi Cię chodzenie między sklepowymi półkami to pomyśl, że są ludzie, którzy zawodowo zajmują się robieniem zakupów i to na znacznie szerszą skalę, niż zwykła przechadzka po galerii handlowej. Jeśli chcesz poczytać na temat specjalisty ds. zakupów i jego zawodu, zapraszamy Cię do lektury.

b46Wbrew temu, co się może wydawać, praca specjalisty ds. zakupów nie polega na chodzeniu po sklepach i wybieraniu produktów przeznaczonych dla kogoś. Specjalista ds. zakupów to nie stylista. Osoba, która zajmuje się strategią zakupową w danej firmie musi posiadać bardzo wiele różnych umiejętności. Musi znać się na ekonomii i kwestiach finansowych, posiadać zdolności organizacyjne oraz HR-owe. Nie ma jednego kierunku studiów, który przygotowywałby do pracy w zawodzie specjalisty ds. zakupów. Tak naprawdę to doświadczenie liczy się najbardziej i kilkuletni staż pracy na tym stanowisku jest bardziej ceniony niż świstek ze szkoły wyższej.

Specjalista ds. zakupów tworzy strategię dotyczącą zakupów w danym przedsiębiorstwie. Pilnuje, by dostawy produktów i materiałów były ciągłe, a koszty zoptymalizowane. Pracownik musi ciągle trzymać rękę na pulsie i analizować sytuację na rynku pracy, negocjować warunki umów i utrzymywać kontakty z dostawcami.

Kocham wodę

Woda to mój największy przyjaciel, bez którego nie wyobrażam sobie życia. Każdego dnia czy to w pracy czy w domu towarzyszy mi butelka mojej ulubionej wody źródlanej. Bez niej nie ruszam się nigdzie, a gdy przez przypadek zapomnę jej zabrać – wstępuję do najbliższego sklepu i uzupełniam zapasy.

p46Nie zawsze byłem wielkim fanem picia wody. Gdy zaczynałem pracę w charakterze specjalisty ds. zakupów moim ulubionym napojem była cola, którą piłem hektolitrami. Nie mogłem wyobrazić sobie bez niej życia, specjalista ds. zakupów Siedlce. Później przyszły problemy z nerkami i pęcherzem i lekarz zabronił mi pić coca-coli. Kazał przerzucić się na wodę i to najlepiej niegazowaną.

Pierwsze tygodnie z butelką wody w ręce były ciężkie. Woda mi nie smakowała – nie miała smaku i za mało mnie orzeźwiała. W myślach cały czas miałem cudowny smak coli i wspaniałe uczucie rozlewania się tego napoju po moim żołądku. Po dwóch tygodniach picia wody nagle stwierdziłem, że jej smak wcale nie jest taki zły, a gdy już się w niego „wsmakować” to jest całkiem dobry. Każdego dnia piłem coraz więcej wody i czułem się po niej wyjątkowo dobrze. Mój nawodniony organizm miał mnóstwo energii do pracy i podejmowania nowych wyzwań. To dlatego tak lubię wodę – woda to dla mnie źródło życia!

Chore oskrzela

z46Tak parszywie jak dziś nie czułem się już od dłuższego czasu. Przez ostatnie dwa lata chwaliłem się, że prawie w ogóle nie choruję i jestem zdrowy jak ryba. Mogłem wychodzić w zimie ubrany tylko w sweter i nic mi nie było. Znajomi zazdrościli mi dużej odporności i zahartowania na niesprzyjające warunki atmosferyczne. Wszystko, co dobre szybko się niestety kończy. Wiedziałem, że prędzej lub później na pewno zachoruję, ale nie sądziłem, że choroba złapie mnie akurat wtedy, gdy w pracy będę miał bardzo dużo obowiązków.

Od paru dni czułem się parszywie, ale jeszcze miałem nadzieję, że wszystko się jakoś rozejdzie po kościach. Zapobiegawczo łykałem gripex i rutinoscorbin, ale nic to nie dało. Z każdym dniem czułem się coraz gorzej i zaczynałem wątpić w to, czy obejdzie się bez lekarza. Najgorszy był chyba ten kaszel, który męczył mnie nocami. Przez cały dzień było w miarę dobrze, ale jak tylko kładłem się do łóżka to od razu zaczynało rozrywać mi klatkę piersiową. W pracy chodziłem niewyspany i niezadowolony, specjalista ds. zakupów Ostrołęka.

Gdy w końcu wziąłem się na odwagę i poszedłem do lekarza okazało się, że dopadło mnie zapalenie oskrzeli. Od razu wysłany zostałem na wolne i dostałem mnóstwo lekarstw do przyjmowania, w tym antybiotyk. Gdybym wcześniej wybrał się do specjalisty może udałoby się zniszczyć chorobę w zarodku, ale przez moje odwlekanie infekcja rozszalała się w moim organizmie na dobre.

Świąteczne oświadczyny

W tym roku jestem bardzo zadowolony z przedświątecznej organizacji czasu i tego, że bardzo szybko udało mi się kupić niemal wszystkie prezenty. Do zakupienia został mi jedynie prezent dla mojej dziewczyny i ten zostawiłem sobie na sam koniec. Mam jeszcze weekend na zastanowienie się nad wyborem odpowiedniego pierścionka na jej palec. Teraz już pewnie każdy się domyśla, że w tę Wigilię mam zamiar oświadczyć się Weronice, mojej długoletniej partnerce. Mam nadzieję, że ona niczego się nie domyśla, bo ja nawet słowem nie wspomniałem o tym, że chcę jej się oświadczyć.

w46W ramach utrzymania tajemnicy podpytywałem ją ostatnio co chciałaby dostać od Świętego Mikołaja. W przeglądarce internetowej specjalnie zostawiłem otwarte karty na jakichś swetrach, złotych kolczykach i zestawach kosmetyków. Jestem pewien, że Wera się na nie natknęła, choć nie pisnęła nawet słówkiem. Na pewno spodziewa się jakiegoś „zwykłego” prezentu, a nie mnie klęczącego na jednym kolanie i proszącego ją o rękę.

Na pierścionek odkładałem przez pół roku. Zaoszczędziłem 2 tysiące złotych i mam nadzieję, że to wystarczy. Odłożyłbym więcej, ale ostatnio w firmie się nie przelewa i zredukowali płace, specjalista ds. zakupów Stargard Szczeciński. Wera zasługuje na pierścionek i za 10 tysięcy złotych, ale nie przesadzajmy. Taki za 2 tysiące też będzie dobry.

Czekając na znak

Stra¿ak ucieka przed p³omieniami w ComboaCzasami przychodzą takie dni, że strasznie, ale to strasznie mam ochotę rzucić pracę w zawodzie specjalisty ds. zakupów i powrócić do swoich młodzieńczych marzeń o zostaniu strażakiem. Nie ma co porównywać – praca strażaka jest o wiele bardziej przyjemna, porywająca i ciekawa niż praca takiego specjalisty. No bo co ja robię każdego dnia? Odkąd zacząłem pracować u obecnego pracodawcy każdy mój dzień wygląda niemal identycznie, bo i obowiązki specjalisty są bardzo podobne, specjalista ds. zakupów Starachowice. Gdy byłem młodszy jedyne, czego chciałem to żyć w ciągłym biegu, bez grama nudy w moim życiu. Takie wrażenia mógłby mi dostarczyć właśnie zawód strażaka. Przynajmniej wiedziałbym, że kolejny dzień będzie inny od tego obecnego, bo przecież nie ma możliwości, żeby dwa razy jechać do tego samego zdarzenia.

Na razie wytrzymuję jeszcze jako specjalista ds. zakupów, ale nie wiem jak długo. Coraz bardziej zaczynam się nie lubić z moim bezpośrednim przełożonym, panem Władkiem i te nasze negatywne relacje wpływają na jakość wykonywanej przeze mnie pracy. Chciałbym pracować w towarzystwie, które mnie lubi i toleruje i które ja również szanuję. Każdy, kto pracuje wśród nielubianych przez siebie osób dobrze wie o czym mówię.

Czekam tylko na jakiś znak od Boga, jakiś impuls do rzucenia pracy i przebranżowienia się w kierunku pożarnictwa. Gdy taki znak przyjdzie, na pewno rozpocznę wielkie zmiany w swoim życiu.

Statyczna zamiast dynamicznej

Gdy podejmowałam pracę w zawodzie specjalisty ds. zakupów Ełk miałam nadzieję, że moja praca będzie nieco bardziej mobilna, a mniej statyczna. Myślałam, że od czasu do czasu będę wyjeżdżała z misją odwiedzenia różnych producentów i sprawdzenia jakości oferowanych przez nich materiałów i półproduktów. Szczerze mówiąc – liczyłam na właśnie taki rodzaj pracy.

a46W rzeczywistości okazało się jednak, że praca znacznie odbiega od moich wyobrażeń, bo niemal cały czas, przez osiem godzin dziennie siedzę przed komputerem i wlepiam oczy w internetowe wersje poszczególnych katalogów produktów. Niektórzy producenci przysyłają nam również wersje papierowe wraz z cennikami, co jest miłą odmianą i odskocznią od komputera. Jestem przekonana, że od kiedy rozpoczęłam pracę w zawodzie specjalistki mój wzrok bardzo się popsuł, mimo, że zawsze używam okularów z antyrefleksem.

Jedyną zaletą mojego stanowiska pracy jest dość wysokie wynagrodzenie – najwyższe, jakie do tej pory miałam. To właśnie ono nadal trzyma mnie w tej firmie i odstrasza od kolejnych poszukiwań pracy. Z drugiej strony pracodawcy niezbyt przychylnie patrzą na kandydatów, którzy w CV mają zaznaczonych dużo miejsc pracy, ale w bardzo krótkich okresach czasu. Oznaczać to może, że po zatrudnieniu takiego pracownika ten dość szybko zrezygnuje z posady i na nowo trzeba będzie organizować rekrutację.

Zawodowo to nie prywatnie

Praca w charakterze specjalisty od spraw zakupów może czasami być wyczerpująca i denerwująca, jednak przez większą część czasu pracy przynosi mi wiele satysfakcji i zadowolenia z obranej drogi rozwoju zawodowego. Lubię kontakt z dostawcami i klientami, lubię również czuwać nad transportem wybranych artykułów i te towary wybierać. Co najważniejsze, jestem w swojej pracy szanowany, a wszyscy liczą się z moim zdaniem, bo wiedzą, że jestem specjalistą w swojej dziedzinie i doskonale znam się na tym, co robię, specjalista ds. zakupów Świętochłowice.

42Szkoda, że moje życie zawodowe nie ma swojego odzwierciedlenia w życiu prywatnym. Moja prywatność to pole, na którym odniosłem największą porażkę, bo mimo chęci i cudownych planów nie udało mi się znaleźć kogoś, z kim mógłbym wieść radosny żywot do końca swoich dni. Przez wiele lat związany byłem ze swoją szkolną miłością, Anią i byłem przekonany, że to ona jest mi pisana i to z nią przyjdzie mi się kiedyś ożenić. Byłem tego taki pewny, że bez wahania oświadczyłem się Ani i cieszyłem, gdy powiedziała „TAK”. Jak dla mnie narzeczeństwo jest niemal małżeństwem, czyli instytucją świętą, której nijak nie można rozwiązać. Niestety, Ania nie myślała tak samo i gdy tylko poznała innego mężczyznę, od razu zapomniała o złożonej mi obietnicy i zerwała zaręczyny. Pierścionka mi nie zwróciła, bo powiedziała, że za bardzo jej się podoba i musi zostać na jej palcu. Jak widzicie, sukces w życiu zawodowym nie zawsze idzie w parze ze szczęściem w życiu osobistym.

Okradziony

Podejmując pracę specjalisty ds. zakupów otrzymałem do swojej dyspozycji nowy komputer służbowy i telefon komórkowy, którymi niestety nie dane mi było nacieszyć się zbyt długo. Właścicielem tych sprzętów byłem przez niespełna tydzień, po czym zostałem okradziony podczas drogi z domu do pracy. Do dzisiaj pluję sobie w brodę, że akurat tego dnia zachciało mi się jechać do pracy środkami komunikacji miejskiej. Zazwyczaj do pracy dojeżdżam samochodem, jednak tego ranka byłem tak zaspany, że obawiałem się zaśnięcia za kierownicą. Do pracy nie mam daleko, więc najlepszym rozwiązaniem było wsiąść w autobus i liczyć na kogoś innego w sprawach ruchu ulicznego.

37Gdy wszedłem do autobusu i zająłem ostatnie wolne miejsce, poczułem, że tego dnia będę miał wyjątkowe szczęście. Przede mną była półgodzinna droga do pracy, którą mogłem poświęcić na rozmyślania o niebieskich migdałach. Rozmyślania skończyły się dość szybko, bo w parę minut po zajęciu miejsca zapadłem w sen, opierając głowę na trzęsącej się szybie. Spałem tak mocno, że nie zauważyłem kiedy ktoś rozciął moją torbę na laptopa, wyjął z niej komputer i zostawiony tam telefon. Gdy się obudziłem, nie dość że dojeżdżałem do końca pętli (co oznaczało, że powinienem wysiąść z autobusu jakieś dwadzieścia minut wcześniej) to jeszcze zostałem z rozciętą torbą bez zawartości. Mój wspaniały dzień wcale nie okazał się być takim wspaniałym, a wręcz przeciwnie. Za laptopa i telefon komórkowy musiałem oddać z własnej kieszeni. Od tamtej pory nie korzystam już z komunikacji publicznej, a zawsze jeżdżę do pracy swoim samochodem, specjalista ds. zakupów Wrocław.

Ma za swoje

Do niedawna łudziłam się, że mój mąż po prostu tak bardzo kocha swoją pracę specjalisty ds. zakupów, że zwyczajnie nie może się z nią rozstać pod koniec dnia. Podejrzewałam go o pracoholizm i uzależnienie, z którego miałam zamiar go wyciągnąć. Niemal każdego dnia mąż wracał do domu  o wiele później niż powinien i zawsze tłumaczył się nawałem obowiązków i dodatkowymi zadaniami zleconymi przez prezesa. Początkowo mu wierzyłam, jednak gdy pewnego dnia przez przypadek spotkałam na mieście jego współpracownicę, która zapytała mnie dlaczego mąż wyszedł dziś z pracy wcześniej niż zwykle, nagle wszystko zaczęło do mnie docierać. Mąż może i wyszedł wcześniej z pracy, ale na pewno nie dotarł wcześniej do domu, co oznaczało, że poszedł gdzieś indziej. Jaka ja byłam głupia wierząc w jego wydłużony czas pracy i zwiększony zakres obowiązków! Typowe kłamstwa człowieka, który zdradza swoją żonę, a ja się na nie nabrałam!

36W ciągu kolejnych tygodni żyłam jak w koszmarze, próbując w tajemnicy przed mężem zdobyć jakieś dowody zdrady. Nie chciałam mu powiedzieć, że coś wiem i nie chciałam robić z siebie histeryczki. Gdy w końcu wynajęty przeze mnie detektyw zrobił parę zdjęć mojemu mężowi i jego nowej dziewczynie, specjalista ds. zakupów Bytom, złożyłam pozew o rozwód i przesłałam go razem ze zdjęciami do męża, tyle że na adres firmy. Mąż był w wielkim szoku, gdy zobaczył papiery rozwodowe i usilnie próbował mnie przeprosić i wszystko wytłumaczyć. Ja jednak byłam twarda.

Podejrzewam, że mąż szczerze żałuje swojego błędu, bo w przypadku rozwodu z jego winy zgodnie z intercyzą mąż nie dostanie ani złotówki z mojego majątku. Na pewno jest zdruzgotany!

Spotkanie po latach

Na ostatnim pikniku rodzinnym zorganizowanym w mojej dzielnicy Białegostoku, przez przypadek spotkałem się z moim kolegą, z którym chodziłem do jednej klasy szkoły podstawowej. Chociaż Artur nigdy nie należał do mojej grupki przyjaciół, to teraz, po latach dzielących nas od szkolnej ławy, nagle wydało mi się, że spotkany kolega był jednym z najsympatyczniejszych kolegów. On chyba miał do mnie podobne podejście, bo bez problemu dał się namówić na wspólne piwo i powspominanie dawnych czasów. Kupiliśmy po jakimś rozwodnionym piwie z kija i zasiedliśmy przy niewielkim stoliku.

Naszą rozmowę rozpoczęliśmy tradycyjnym wypytywaniem się co u kogo słychać, co robimy, czym się zajmujemy i jak potoczyło się nasze życie. Okazało się, że Artur od czterech lat pracuje jako specjalista ds. zakupów Białystok i to w firmie, w której ja swego czasu odbywałem staż jako programista. Wychodzi na to, że świat jest naprawdę mały.

31Mimo, że moje programistyczne zadania nie pokrywały się z obowiązkami Artura, to i tak mieliśmy wiele wspólnych tematów do rozmowy. Okazało się, że od czasu mojego stażu firma przeszła bardzo dużą restrukturyzację, połowa pracowników została wymieniona na młodszych i lepszych, a prezes i jego zarząd cały czas dążą do zwiększenia efektywności pracy.

Cieszę się, że po latach miałem możliwość spotkać się z Arturem i odświeżyć starą znajomość. Obiecaliśmy sobie, że za jakiś czas postaramy się zorganizować jakieś spotkanie klasowe, żeby odnowić dawne więzi. Mam nadzieję, że nasz plan się powiedzie.